polskie pendolino

polskie pendolino

Ileż to było zachwytów w mediach, sweet foci ministrów, urzędników, gdy przyjechały do nas pociągi Pendolino, które miały być rewolucją w transporcie kolejowym. 

Polskie Pendolino już od dawna stoi na bocznicach kolejowych, obsypane śniegiem… rdzewiejące. Sytuację ukazał reportaż telewizji Superstacja o tym ”cudownym” pociągu. To nic, że Polska nie ma infrastruktury, by taki pociąg wykorzystywał swoje osiągi, to nic, że niszczeje już na bocznicach kolejowych, pociąg jeszcze nie kursuje, moooooże zacznie od grudnia 2014 roku jeździć, ale to jeszcze też nie jest nic pewnego. Ale zdjęcia z nowym polskim pendolino już zostały zrobione, ”komcie” na Twitterze z hashtagami ”pendolino” dodane, można ogłosić sukces, niech Zachód zazdrości. Ups, tylko za bardzo nie ma czego zazdrościć, bo pociągi tego typu we Włoszech, Niemczech czy przede wszystkim we Francji to nie rarytas, a standard. Podniecamy się, że nasze polskie pendolino będzie jeździło do 300 km/h a już teraz japońskie pociągi i francuskie TGV jeżdżą w granicach 500 km/h, więc nawet jeśli Pendolino jeździłoby 300 km/h (a nie będzie jeździł) to i tak nie ma się czym chwalić przed całym światem.

Polskie Pendolino

20 pociągów polskiego pendolio kosztowało 2 mld złotych, by teraz one stały i niszczały. Może pierwsze trzeba było pomyśleć o zrobieniu infrastruktury kolejowej, uzyskaniu pozwoleń, homologacji, a dopiero później sprowadzać je do Polski?

Tylko, że wtedy nie można by się pochwalić sukcesem, że mamy pociągi ”zawrotnej” prędkości, a że nie jeżdżą? Cóż nikt nie pyta czy jeżdżą, ważne że mamy. Najlepiej zamknąć je pod kloszem, by co raz mogli sobie kolejni ministrowie zrobić zdjęcie z nowym, niejeżdżonym prawie wcale ”superszybkim” pociągiem.

Kolej dużych prędkości w Polsce

Według planów rządu Polska ma być połączona siecią kolei dużych prędkości do… 2050 roku. Dosyć szybko… A to tylko wariant optymistyczny. Jak wiadomo burdel na polskich kolejach istnieje od wielu lat, na niektórych trasach pociągi jeżdżą wolniej, niż przed wojną co chyba doskonale obrazuje panujące w kolejach patologie.

Ale czemu się dziwić, skoro jedną firmę PKP podzielono na wiele mniejszych, PKP Intercity, PKP Informatyka, PKP Energetyka, jedni zarządzają torami, kto inny zarządza siecią energetyczną, kto inny oprogramowaniem, zwrotnicami, to jak taki burdel ma działać prawidłowo? I tak dziwię się, że jest tak mało wypadków kolejowych. Zapewne w dużej mierze przez to, że maszynista jadący niekiedy z prędkością ~10 km/h (tak jeździ jeszcze teraz z taką prędkością) jest w stanie dosyć szybko wyhamować i uniknąć wypadku.

Czy potrzeba aż tyle firm, by pociągi mogły jeździć? Nie, wystarczyłoby jedno przedsiębiorstwo, które byłoby właścicielem torów, pociągów, sieci trakcyjnej całego sprzętu i oprogramowania i ewentualnie dzierżawiłoby całą infrastrukturę innym przewoźnikom. A tak nikt nic nie wie, jak się coś zepsuje to firmy przerzucają się odpowiedzialnością za błędy, a gdyby była jedna firma to wiadomo kto zawinił. Tylko, że wtedy nie byłoby wielu prezesów, zastępców prezesów kierowników i by wydano mniej pieniędzy. Tylko czy kogoś to obchodzi?

Mamy polskie rdzewiejące pendolino, trzeba się cieszyć!

Jeżeli podoba CI się artykuł podziel się nim z innymi i zostaw komentarz

2 komentarze do “Polskie Pendolino. Cud miód i orzeszki? Niekoniecznie”

Skomentuj

CommentLuv badge